Tak, na chwilę mnie zabrało… ale uwierzcie, że czasu naprawdę jest jak na lekarstwo. Pisanie postów, choć sprawia mi ogromną frajdę, wymaga też skupienia i chwili wytchnienia – a z tym ostatnio krucho. Muszę więc pomyśleć nad jakąś bardziej „zoptymalizowaną” wersją informowania Was o postępach – może krótsze wpisy, może coś w formie notatek z praktyki? Jeszcze zobaczę.
Ale po kolei.
Po pierwsze – udało się! Egzamin wstępny za mną. Emocje już trochę opadły, a ja mogę w końcu z czystą głową powiedzieć: zaczynam rok zerowy. Już za mną kilka pierwszych zajęć – i… powiem szczerze, że to fascynujące doświadczenie.
Rok zerowy ma jeden, bardzo konkretny cel: zrozumieć, jak działa muzyka. Brzmi prosto, ale kryje się za tym cały świat zasad, zależności i niuansów, o których wcześniej nie miałem pojęcia. Uczę się więc nut, teorii muzyki i próbuję przełożyć te czarne znaczki na pięciolinii na realne dźwięki pianina.
Czy jest ciężko? Zdecydowanie tak.
Materiału jest dużo, tempo wysokie, a każda lekcja odsłania kolejną warstwę złożoności. Staram się jednak trzymać rytmu – codziennie poświęcam 45-60 minut na ćwiczenia, żeby ręce i głowa zaczęły ze sobą współpracować. A na horyzoncie już grudzień i pierwsze egzaminy z pieśni religijnych, które musimy opanować. Brzmi poważnie – i tak właśnie jest.
Nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale chyba o to właśnie chodzi – żeby było wymagająco, inspirująco i z sensem. Mam nadzieję, że wytrwam. A jeśli po drodze potknę się kilka razy – trudno, to też część nauki.
Do zobaczenia w kolejnym wpisie.
M.
